3

Moja droga do siebie

Moja droga do Access Consciousness, można powiedzieć, zaczęła się już w dzieciństwie. Odkąd pamiętam – chciałam zostać… czarodziejką. Robiłam tajemnicze mikstury i czarodziejskie proszki, które wysypywałam nocą przez okno, żeby zmieniły świat. Czarowałam, żeby ludzie byli dobrzy dla siebie, żeby się nie kłócili i nie bili. Zaczytywałam się w bajkach, w literaturze fantasy. Chciałam, żeby moje życie było magiczne, czarodziejskie, żeby wszystko działo się tak, jak w bajkach, łatwo, na pstryk. Chciałam wymawiać zaklęcia, pić eliksiry i zmieniać, zmieniać, zmieniać…

Dorastając człowiek traci wiarę we wróżki, ale pragnienie zmian towarzyszyło mi nadal. Ciągle szukałam, czytałam i ciągle chciałam czegoś więcej. Przeszłam różne ścieżki rozwoju duchowego: hunę, reiki, regressing, rebirthing, wahadełkowanie, afirmacje, medytacje. Nigdy jednak długo w nich nie wytrwałam. Nie dawały mi rezultatów, jakich oczekiwałam. Nieliczne, ale niezwykłe wydarzenia w moim życiu udowadniały, że możliwe jest znacznie więcej. Gdzieś w głębi serca tliła się nadzieja, że kiedyś będę czarodziejką…

Przełomem w moich poszukiwaniach okazało się poznanie dwupunktu Bartletta  i Synchronizacji kwantowej Kinslowa. W dwupunkcie pewną rolę odgrywają tzw. pytania otwarte. Idąc za tą koncepcją na pewnym forum dowiedziałam się, że pytania otwarte funkcjonują również w Access Consciousness. Zaczęłam zgłębiać temat.

Wtedy pojawiły się negatywne opinie o Access. Że w dwupunkcie schodzi się do przestrzeni serca, której Access nie uznaje. Jak można nie uznawać czegoś tak dobrego, jak przestrzeń serca? Ale i tak zdecydowałam się zapoznać się z tym, co się tu proponuje, zwłaszcza że inne metody, jak wspomniałam wcześniej, pomagały tylko na chwilę. Cóż może się stać gorszego?

Poszłam na spotkanie otwarte. Później na klasę, gdzie nauczyłam się sesji BARS. A potem na klasy innych procesów. Uczestniczę w teleklasach, czytam, słucham i, OCZYWIŚCIE, zadaję PYTANIA. Szczerze mówiąc, po pierwszym Barsie nie było wielkich fajerwerków. Ani nawet po piątym. Świat nie wydawał mi się taki niezwykły, jak opisują swoje doświadczenia niektórzy. Jednak z jakichś powodów wchodziłam w to coraz głębiej. I po klasie o ciele i po Odbudowie Komunii z Ziemią poczułam coś niezwykłego. Więź z Ziemią.

Spacer z Medytacją dla Ziemi był po tym niesamowity. Kiedy usiadłam na kamieniu i spojrzałam na grunt porośnięty krótką trawą zobaczyłam, że Ona oddycha. Faluje. Wdech i wydech. Przechylałam się w prawo i w lewo, bo nie wierzyłam własnym oczom. To jeden z moich największych darów od Access.

Drugi, to pozbycie się ciągłego poczucia winy. Naprawdę nie wiem, skąd mi się to wzięło. Ciągle uważałam, że na coś nie zasługuję, bo nie jestem „w porządku”. Na przykład godziłam się na pracę za niskie wynagrodzenie, bo wczoraj o kimś źle pomyślałam. Albo automatycznie zakładałam, że zastrzeżenia do pracy wykonanej przez zespół oznaczają, że to moje starania były niewystarczające. Nigdy nic mi się nie należało. Przecież. Kiedy ktoś miał zły humor, stawałam na głowie, aby mu go odmienić. Ciągle wyrzucałam sobie, że nie dość, że za bardzo, za późno, za wcześnie. Że niezrealizowane aspiracje. Bo cóż ja takiego wielkiego robię? Szyję smycze reklamowe, a miało być tak pięknie, widać się nie postarałam.

Niedawno minął rok, od kiedy na spotkaniu otwartym pierwszy raz zetknęłam się z Access. Pytanie „Do kogo to należy?” i „Interesujący punkt widzenia” skutecznie wyleczyły mnie z poczucia winy. I z przekonania, że wszyscy ludzie są lepsi ode mnie. Poczucie winy zaczęło stopniowo znikać, pod wpływem tych i pozostałych narzędzi Access. To jest dopiero magia! 30 lat stosowania różnych metod zmiany swojego życia nie dały mi tego, co 1 rok z dwoma prostymi narzędziami. Teraz wiem, że nie jestem kimś ani lepszym, ani gorszym od kogokolwiek innego. Jestem po prostu sobą i coraz więcej siebie odkrywam każdego dnia. I nie jestem sama. Jest ze mną moja świadomość, jest cały wszechświat i moje dwie kochane przyjaciółki, które są dla mnie wsparciem w każdej chwili, Ania i Patrycja. Dziękuję Wam, dziewczyny.

[mailerlite_form form_id=1]

Autor: Ewa Mandragora

3 thoughts on “Moja droga do siebie

  1. Łał ciarki przeszły całe moje ciało czytając ten tekst. Jest NIESAMOWITY i z ogromną wdzięcznością DZIĘKUJĘ ZA NIEGO 🙂

  2. Po 4 barsie małżonka przestała ze mną rozmawiać o tematach wrażliwych i dla nas obojga istotnych. Do tej pory siadaliśmy przy stole i wyjaśnialiśmy sobie pewne tematy i w ten sposób rozwiązywaliśmy swoje problemy. Teraz małżonka uważa się za pępek świata , wykładnię mądrości wszelakiej. Stałem się dla niej mniej istotny , uważa się za najważniejszą i że wszystko poza nią nie jest już tak istotne. Sama przyznała, że sama to zauważyła. Przykre… Tym bardziej , że moim zdaniem doprowadzi to do rozpadu związku.

    • Żyjemy w świecie, w którym związek i jego utrzymanie ma być wartością najwyższą. Czy to musi być prawda dla każdego?
      Czy zechcesz odnaleźć siebie w tym wszystkim?
      Nie ma na to słów, wszystko wtedy wymyka się definicjom. Po prostu zaczynasz być. Niezależnie od tego, kto i co robi, mówi, dba. Jesteś.
      I nie ma niczego bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *