0

Moja podróż do bycia sobą

Minęły już ponad 2 lata od momentu, kiedy wziąłem udział w 3.5-dniowej klasie Będąc sobą zmieniać świat, mojej pierwszej klasy Access Consciousness. Boże, jaki jestem wdzięczny, że w świecie, w jakim żyjemy, dostępne jest coś tak odżywiającego jak ta klasa. Ale zanim do tego przejdę, cofnę się trochę w czasie…

Urodziłem się w RPA u schyłku apartheidu i mieszkałem tam przez 18 pierwszych lat mojego życia. Mieszkałem na olbrzymiej, 77-akrowej farmie mojej babci, na której było 5 tam, 2-kilometrowa droga dojazdowa, ponad 100 sztuk bydła, świnie, kaczki, kurczaki i ponad 20 psów. Ziemia i zwierzęta były moim miejscem mocy.

Zacząłem to pisać i zauważyłem, że zaczynam owijać w bawełnę, zatem opuszczam swoje bariery i idziemy dalej.

Odkąd pamiętam byłem molestowany, wykorzystywany seksualnie i fizycznie, uwikłany w związki kazirodcze i tak dalej. Kryjówka na farmie była możliwa tylko do tego czasu. Zanim się spostrzegłem, szukałem każdej możliwej drogi ucieczki. Alkohol, narkotyki, pornografia, suplementy dla sportowców, tabletki na receptę, alkohol, więcej narkotyków i tak dalej. Patrząc wstecz widzę, że wtedy musiałem uciekać i wierzyłem, że mogę uciec od siebie. Intensywny, codzienny osąd na temat tego, jak bardzo jestem nienormalny i w jaki sposób jestem stałym źródłem szaleństwa wokół mnie, w mojej głowie, w moim świecie i w życiu były czymś, przed czym musiałem uciekać za wszelką cenę. Na początku nie byłem tego świadomy, ale przemoc wobec siebie była jedyną rzeczą, która świetnie mi wychodziła – naprawdę – doskonale. I z dnia na dzień stawałem się w tym coraz lepszy. Zasługiwałem na krzywdę. Zasługiwałem na takie życie. Zasługiwałem na wszystko złe, nie pytając nigdy, dlaczego nie zasługiwałem na żadną z tych dobrych rzeczy, które niesie za sobą życie… Bardzo możliwe, że byłem ślepy na dobre dary życia.

Mój ojciec był stosującym przemoc alkoholikiem, mieszkającym w domu pokrytym blachą falistą bez sufitów. Jeżeli byłeś dość cicho, mogłeś usłyszeć wszystko, co ktokolwiek mówił lub robił w dowolnym miejscu domu. Z drugiej strony, często było to bez znaczenia i jestem pewien, że słychać tam było odgłosy przemocy z innych planet. Wtedy wydawało mi się to normalne. Jeżeli by nie było takie, w jakiś sposób byłaby to moja wina i ja byłbym źródłem całego zła, które widziałem wokół.

Robotnicy na farmie byli traktowani jak zwierzęta ze względu na kolor ich skóry. W jaki sposób to jest w porządku – nie potrafiłem pojąć.

Najlepiej jadło się kolację, kiedy mój ojciec wykrzykiwał wszystkie przekleństwa, jakie istniały na ziemi podczas wieczornych wiadomości o 19.30, ponieważ „małpy przejmowały władzę”. Kiedy widziało się go, jak rozrzucał dookoła cały ten gnój, trzaskając drzwiami i całą resztę. Zastanawiałem się wtedy, czy kiedykolwiek zauważy, że sam zachowuje się jak taka małpa… Tak, życie bywa przedziwne, mój przyjacielu.

Narkotyki dały mi poczucie spokoju, wartościową chwilę, przedsmak tego, czym może być życie, przebłysk tego, czym mógłby być świat, świat o którym wiedziałem, że jest możliwy. Nawet, jeśli miałbym być jedynym żywym na tym świecie. Zabawne w tym jest to, że teraz mogę spojrzeć wstecz i widzę, że ja wcale nie chciałem żyć w swoim świecie, to było właśnie to kłamstwo, które kupowałem i ten fałszywy pozór, który dawały mi narkotyki. Myślałem, że dawały mi miejsce, w którym mogę być sobą – może dawały, może nie, wtedy wiedziałem tyle, jeżeli nie przedawkuję i nie przeskoczę na inną planetę, czy coś w tym stylu, nie jestem w stanie dalej żyć w „moim świecie”. Nigdy. Chyba że na dragach…

Po ukończeniu szkoły średniej przeniosłem się do Australii, do miasteczka w buszu pośrodku niczego na Terytorium Północnym. Myślałem, że tam wszystko musi być inaczej.

O nie, mój ojciec nadal był używającym przemocy alkoholikiem. Rasizm nadal istnieje, nawet tutaj. P…ć to, będę pracował, pracował, pracował i jednego dnia będę mógł wreszcie wyjechać. Zabawne, pracowałem na 3 etaty i nigdy nie słuchałem swojego ciała, zatem zaczęło na mnie krzyczeć. Nadszedł w końcu ten dzień, kiedy wyjechałem i pierwszy raz w życiu byłem wolny. Byłem zdeterminowany, aby wykreować coś innego. Po raz pierwszy odkąd pamiętam, zacząłem robić rzeczy dla siebie, zacząłem czytać, wstawać wcześnie aby wędrować i oglądać wschody słońca. Zacząłem też medytować (przynajmniej próbowałem). Zacząłem badać, co jest moją prawdą. Zacząłem być ze sobą obecny.

Co trwało tylko chwilę. Wówczas zdiagnozowano u mnie chorobę autoimmunologiczną, coś, czego lekarze nie mogą naprawić i coś, co będzie mi towarzyszyć do końca życia, wymagając leków przeciwbólowych. O rany, właśnie wtedy, kiedy zaczynałem wszystko od nowa.

Kilka dni po diagnozie, sam w pokoju, w nocy, całkiem spłukany, obnażyłem się przed sobą jak jeszcze nigdy wcześniej, łzy płynęły mi po policzkach i zażądałem od „Boga”, czy kto tam rządzi, aby zmienił coś dla mnie, pokazał coś, dał jakiś znak albo co…

I tu zaczyna się magia.

Skontaktowałem się z przyjacielem mojej matki, mieszkającym w Afryce Południowej, parapsycholog czytającą z kart, co mnie odrzucało kiedy byłem młodszy, ponieważ wtedy wiedziałem, jaki jestem zły i w żadnym wypadku nie zamierzałem nikomu dać poznać tego sekretu. To się teraz zmieniło. Pewnej nocy przelałem historię swojego życia na papier elektroniczny i wysłałem do niej email. Rozmawialiśmy potem wielokrotnie. Zapytała mnie „Hej, a słyszałeś o Access Consciousness? Miej jaja i wyślij maila do Daina, tak jak przysłałeś go do mnie”.

Wszedłem na stronę, obejrzałem film Daina (wtedy prawdopodobnie nie usłyszałem ani jednego słowa, ale coś otrzymałem), ale na miłość boską, nigdzie nie było do niego adresu. Ble, koniec z tym.

Następnego dnia usłyszałem w głowie „Spójrz na stronę”!

Zatem sprawdziłem jeszcze raz. „Spójrz na klasy”, usłyszałem. Sprawdziłem nadchodzące klasy Daina. Była jedna, rozpoczynająca się następnego dnia w Queensland, Samoloty latały z Cairns do Brisbane, a później szybki bus na Słoneczne Wybrzeże. OK. Pieprzyć mailowanie do Daina i wylewanie mu na łeb historii mojego życia, skoro następnego dnia mogę uczestniczyć w jego klasie i spotkać go osobiście. Zadzwoniłem do swojego biura podróży i zaraz znalazłem się w samolocie.

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, czego mam oczekiwać.

Wszedłem do pokoju tego wieczora i zobaczyłem wiele twarzy, ale coś było inaczej. Zapłaciłem, dostałem pakiet powitalny i usiadłem w pierwszym rzędzie. Ludzie przytulali się do siebie, śmiali się, słuchali i uśmiechali. Hmmm.. To było coś innego.

Dain poprosił nas, abyśmy zamknęli oczy i opuścili swoje bariery. Zrobiłem to, tak jak każdy znajdujący się w tym pokoju. Moje ciało wibrowało tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Czułem ruch każdej komórki z osobna, łzy płynęły szeroką rzeką. Pojawiła się życzliwość, delikatność, słodycz i przestrzeń – jakby witały się ze mną, mówiąc „Hej – cześć”.

Wtedy po raz pierwszy w życiu byłem w stanie zobaczyć, że nie jestem wstrętny, zły i w błędzie – że było dokładnie odwrotnie.

Przez całą klasę opowiadał, dając nam narzędzia i mówiąc najdziwniejsze rzeczy, jakie miałem szczęście usłyszeć. Było tak, jakbym od zawsze wiedział wszystko, co wychodziło z jego ust, ale nigdy wcześniej nie był w stanie ubrać tego w słowa. Przez następne 3 dni to było częścią tego, co zmieniło moje życie na zawsze. Ludzie zadawali pytania, których sam nigdy nie miałem odwagi zadać, ale zawsze chciałem… Tylko nigdy nie wiedziałem jak. To był taki dar dla mnie przebywać w tym pokoju otoczony ludźmi, którzy chcieli być ze sobą obnażeni, zadawać pytania, których nigdy wcześniej nie zadano i nie spalić się przy tym na popiół.

To pozwoliło mi zadać pytania, których nie byłem w stanie zadać nigdy wcześniej. Było widać, jak nigdy jedno pytanie nie odnosiło się wyłącznie do tej jednej osoby, która zadawała to pytanie, zawsze każdy miał w swoim świecie jakieś części poruszanej kwestii. Każde zadane pytanie i każda udzielona informacja pozwalała na coś, co nazywam kreacją magii.

Świat, którego zawsze szukałem, zawsze wiedziałem, że gdzieś istnieje, zawsze wiedziałem, że kiedyś go znajdę – istniał. I znajdował się właśnie tutaj, w tym pokoju, w Mantrze w Moolooaba w maju 2014. Ludzie się tak nie osądzali, byli wobec siebie życzliwi i uważni i gotowi przyglądać się rzeczom, na które nigdy wcześniej nie mieli ochoty spojrzeć ani ich zmieniać.

Widziałem, że dzieje się to w ich światach i w ich ciałach i magiczne było to, że kiedy obserwowałem, jak przez to przechodzą zauważyłem, że to samo dzieje się u mnie.

Położyłem się na stole, aby po raz pierwszy otrzymać sesję BARS. Ta słodka, delikatna, miła starsza pani popatrzyła na mnie i powiedziała: „Gdybyś mógł coś uzyskać z tej sesji, co by to było?” Wtedy powiedziałem jej o mojej chorobie autoimmunologicznej. Odpowiedziała: „OK., czy jesteś gotów uznać, że sam ją wykreowałeś?

W pierwszej chwili nastąpiła reakcja, że co, do cholery? Ale jednocześnie, w miarę rozwoju sytuacji, świat jaki znałem zadrżał w posadach, w jednej chwili zobaczyłem, że w pewien sposób wykreowałem wszystko w swoim życiu. I nie jest to ani błąd, ani coś złego.  Powiedziałem do siebie: „Jeżeli wykreowałeś to, co powstrzymuje cie przed odkreowaniem tego lub wykreowaniem czegoś całkiem innego? WOW!”

Drugiego dnia klasy podeszła do mnie śliczna i słodka dziewczynka i zapytała, czy życzę sobie uzdrowienia. Położyłem się na stole i mój świat się posypał, wszystkie ściany i bariery, które ustawiałem całe życie wydawały się znikać. Leżąc tam z tym całym młynem w głowie i słuchając Daina facylitującego klasę czułem, jakby mówił bezpośrednio do mnie.

Po jakimś czasie jazgot w mojej głowie ustał i powiedziałem sobie, „Pie…ę to , zmieniam wszystko”. Kilka chwil później słyszę, jak Dain pyta: „Czy mój brat w dredach chciałby tu podejść?”

Pamiętam, że byłem na tej scenie i patrzyłem na tych wszystkich ludzi przede mną zastanawiając się, czy kiedykolwiek zobaczą to piękno, jakie ja w nich widzę i postanowiłem powiedzieć im, jacy są wszyscy odważni.

Dain zapytał: „Gdybyś mógł coś otrzymać z tej sesji, co by to było?

Odpowiedziałem: „Chciałbym przełamać wszystkie ograniczenia, które na siebie nałożyłem, świadomie lub nieświadomie, być w stanie nie ulegać własnemu osądowi, że nie zasługuję na przynależność do tego świata, do mojego ciała i do siebie samego, ani na bycie sobą.”

(Dziękuję, Doktorze Dain, za to, kim jesteś, jaką jesteś inspiracją dla mnie i dla całego świata, jestem taki wdzięczny!)

Dla mnie – to magia. Tej nocy, której przeszedłem załamanie, prosiłem Boga lub tego, kto słucha – o zmianę tego, co się u mnie dzieje, o pokazanie mi znaku. Kiedy zobaczyłem listę klas Being You, po prostu wiedziałem, że muszę na nią pojechać. Wiesz, co jest Twoją prawdą, drogi przyjacielu, lepiej niż ktokolwiek kiedykolwiek będzie w stanie to wiedzieć. Idź za tym, o czym wiesz, że wykreuje życie warte życia dla Ciebie i dla nas wszystkich.

Ta klasa pozwoliła mi zobaczyć, że wraz z każdym człowiekiem na Ziemi mam do ofiarowania coś, co dla nas wszystkich uczyni ją lepszym miejscem do życia. Tylko będąc sobą mogę zmienić świat, a nie będąc tym, kim byłem wczoraj czy przedwczoraj, nie tym, kim każe mi być społeczeństwo, nie tym, kim chcieli mnie widzieć moi rodzice. Bycie sobą i kreowanie siebie w każdym momencie jest cudem, który przynosi magię, której nie potrafię zwerbalizować.

Co zmieniło się dla mnie dwa i pół roku później?

Pamiętasz tę chorobę autoimmunologiczną, o której lekarze mówili, że nigdy się jej nie pozbędę? Tak, odeszła i żyję teraz bez bólu. Tydzień po klasie ruszałem moim ciałem w sposób, jaki nigdy nie był  dla mnie dostępny. Jestem wolny od wszystkiego, o czym kiedyś myślałem, że zawsze będzie mnie definiowało. Przeszłość już mnie nie posiada i jestem wdzięczny za to, bo szczerze mówiąc nie byłbym dzisiaj tutaj, gdyby nie każdy wybór, jakiego w życiu dokonałem.

Nie mam już ochoty dalej uciekać od siebie i od życia. Życie mnie cieszy. Mam więcej radości niż kiedykolwiek. Cieszę się, że budzę się rano. Tak, codzienność nie jest może perfekcyjna, ale nie szukam perfekcji. Każdego dnia coraz mniej się osądzam. Śmieję się więcej niż kiedykolwiek. Odzyskałem dziecięcą ciekawość.

Mam wielkie pudło z narzędziami, które pozwalają mi naprawić rzeczy, które mi w życiu nie działają. Mam ludzi, którzy są dla mnie wsparciem i nie oceniają mnie. Podróżowałem do wielu miejsc na świecie, spotkałem zjawiskowych ludzi, którzy tyle wnoszą w moje życie.

Jestem ojcem bliźniąt, Ayli Marie i Prestona Lee. Pokazują mi, jak to możliwe, by być w pełni sobą przez cały czas. Mam piękną żonę. Jestem certyfikowany facylitatorem Access Consciousness.

Ale jednym z największych prezentów od tej klasy była możliwość dosięgnięcia siebie bardziej, niż kiedykolwiek wyobrażałem sobie, że to będzie możliwe. Nie ma temu końca. Jeszcze żyję. Zawsze będzie więcej (i uwierzcie mi, przyjaciele, znajdowanie coraz więcej siebie jest jedną z najwspanialszych rzeczy na świecie), a używanie tego do kreacji siebie osadza wisienkę na torcie, który dla mnie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Każdy jest inny i unikalny -to czyni tę klasę specjalną.

Możesz właściwie nie rozumieć, co też takiego otrzymałem z tej klasy, ale może się okazać, że otrzymasz więcej, niż kiedykolwiek marzyłeś.

Oryginał artykułu dostępny tutaj.

Zapisz się do newslettera BudziLudzi

Chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach, zapisz się do newslettera!

Please wait...

Dziękujemy za zapisanie się do newslettera!

A tu – film autora:

Autor: Dylan Duncan
http://www.accessconsciousness.com/fac_detail.asp?mid=1921

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *